|
W polskich więzieniach karę dożywocia odbywa 274 skazanych, w tym 7 kobiet i 267 mężczyzn. W zdecydowanej większości są to skazani za zabójstwa z art. 148 par. 1 i 2 kk. Jak kadra penitencjarna radzi sobie z tą szczególną kategorią więźniów? Kara dożywotniego więzienia ma zastosowanie w przypadku popełnienia zbrodni w "szczególnie obciążających okolicznościach" i wobec sprawców najbardziej niebezpiecznych dla porządku prawnego, wymagających trwałej eliminacji z życia społecznego. Skazany na dożywocie ma prawo do ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie (wpz) po 25 latach odsiadki, chyba że sąd skazujący zwiększy tę granicę i skazany będzie mógł opuścić więzienie dopiero po 30., 40. lub 50. latach. Sprawy: Zbigniewa B., który w trakcie przepustki z więzienia zabił kobietę, Piotra W., który z premedytacją targnął się na życie czterech osób, skazanego, który z zimną krwią zamordował i zgwałcił (także pośmiertnie) kilkuletnią dziewczynkę czy Vadimsa L., Łotysza, przywódcy międzynarodowej, zorganizowanej grupy przestępczej, skazanego m. in. za udział w 7 morderstwach, bulwersują opinię publiczną. Jednak w ciągu kilkunastu lat stosowania tej kary nie było to narzędzie nadużywane przez sądy. Po omacku - Najgorszy jest czas tuż po ogłoszeniu wyroku - mówi psycholog oddziału terapeutycznego w Zakładzie Karnym w Sztumie, gdzie karę dożywotniego pozbawienia wolności odbywa 8 skazanych. - Osadzeni mają do końca nadzieję na uniknięcie najwyższego wymiaru kary. W początkowym okresie po ogłoszeniu wyroku są pod specjalnym nadzorem wychowawcy i psychologa. Służba Więzienna musi pomóc im utrzymać chęć do życia - dodaje kpt. Barbara Czarnecka, zastępca kierownika działu penitencjarnego w Zakładzie Karnym w Sieradzu, w którym przebywa 17 skazanych na dożywocie. Przez pierwsze 5 lat izolacji skazani na dożywocie i kary długoterminowe adaptują się do warunków więziennych. Po tym okresie niektórzy są zatrudniani w pawilonach mieszkalnych lub w przedsiębiorstwach przywięziennych i gospodarstwach pomocniczych na terenie jednostek penitencjarnych. Mogą też brać udział w kursach, szkoleniach, programach, zajęciach sportowych organizowanych dla wszystkich więźniów. Ale pierwszeństwo w korzystaniu z oferty kulturalno-oświatowej mają skazani z krótszymi wyrokami. Do jednostek penitencjarnych trafił "Program postępowania ze skazanymi na karę dożywotniego pozbawienia wolności i kary długoterminowe", który zawiera ogólne wskazówki pracy z nimi. Ale funkcjonariusze, mający na co dzień do czynienia z długowyrokowcami, narzekają na brak "bazy" do pracy. - Nie prowadzi się badań i nie ma wytycznych, pracujemy po omacku - skarży się kpt. Krzysztof Wojewoda, kierownik penitencjarny w sztumskim zakładzie karnym. A mjr Kazimierz Zima, zastępca dyrektora, dodaje, że kadra penitencjarna i tak robi więcej, niż nakazują przepisy. Penitencjarzyści zgodnie przyznają, że nie powinno się tworzyć oddzielnej kategorii skazanych ze względu na długość kary. - Cel wykonania kary jest jeden, nie ma podziału na dożywotnich, czy długo lub krótkoterminowych - mówi mjr Mirosław Sromecki, kierownik penitencjarny w Zakładzie Karnym w Sieradzu. - Staramy się, w miarę możliwości, podchodzić indywidualnie do każdego osadzonego. Podobnego zdania są kapelani więzienni - Rozmawiając ze skazanym, nie pytam o datę końca kary - mówi ks. Wojciech Prostak, kapelan w Zakładzie Karnym w Rawiczu, gdzie przebywa 8 więźniów z dożywociem. - Nie chcę, żeby pomyśleli, że ich w jakiś sposób kategoryzuję - dodaje. - Czasami w rozmowie ze skazanym wychodzi, że ma zasądzony najdłuższy wymiar kary, ale dla mnie nie ma to znaczenia. Ważne, że chce rozmawiać, bo inicjatywa musi wyjść od niego, każda zachęta ze strony kapelana może być źle zrozumiana - uważa ks. Tomasz Baliński, posługujący w sztumskiej jednostce. W przypadku dożywotnich nie zawsze chodzi o to, żeby unikać szczególnego ich traktowania. - Należałoby się skupić na przystosowaniu dożywotnich do sytuacji wieloletniego pobytu w więzieniu. Taka praca zapobiegałaby procesowi pryzonizacji i pozwoliła przygotować skazanego do ewentualnego wyjścia na wolność - uważa dr Maria Gordon, psycholog z oddziału psychiatrii sądowej w areszcie na warszawskim Mokotowie. Zdaniem dr Gordon nie docenia się mechanizmów obronnych człowieka, które są naturalną reakcją. Psychologowie i wychowawcy więzienni zbyt mało czasu poświęcają na rozmowę o zdarzeniu, za które skazany dostał tak duży wyrok. - Poprzez mówienie o trudnych sprawach człowiek uświadamia sobie popełnione czyny, a tym samym uruchamia się w nim poczucie winy i wyrządzonej drugiemu krzywdy, które było wcześniej skrzętnie wypierane. To zmusiłoby tych skazanych do autorefleksji, a w efekcie do chęci poprawy - mówi dr Gordon. Manipulanci Część dożywotnich ma osobowość psychopatyczną, obecnie zwaną dyssocjalną. Oznacza to: brak empatii, lekceważenie powszechnie przyjętych norm, problemy z utrzymywaniem związków, niską tolerancję frustracji i próg wyzwalania agresji, brak poczucia winy i niezdolność wyciągania wniosków z doświadczeń, skłonność do zrzucania winy na innych. Psycholog z oddziału terapeutycznego sztumskiego więzienia opracowała własną definicję osobowości psychopatycznej. Uważa, że osoby z tym zaburzeniem mają spłycone niektóre uczucia, bądź są ich w ogóle pozbawione, charakteryzuje je zimna kalkulacja i chłód emocjonalny, mają duże zapotrzebowanie na stymulację, na siłę szukają zajęcia (np. dokuczając drugiemu skazanemu), umiejętnie narzucają innym swoją wolę. Zdaniem pani psycholog, kara nie działa na dyssocjalnych edukacyjnie, ponieważ są bezkrytyczni. - Trzeba być czujnym i nie poddawać się ich sugestiom, są świetnymi manipulantami - ostrzega. - Osobie, która nie ma tej świadomości, trudno to zauważyć. Vadims L. winą za swoje niepowodzenia obarczał warunki, w jakich się wychował. I nie chodzi tu o relacje rodzinne, ale o system państwowy, który nie miał litości dla "odmieńców", jakim - jego zdaniem - był on sam. Inny skazany, Zbigniew B., uważa, że to co zrobił, nie było czymś niemoralnym. Piotr W. mówi, że wierzy w Boga, ale w jego przekonaniu śmierć śmierci jest nierówna. Funkcjonariusze mający do czynienia z najgorszymi przestępcami muszą tłumić w sobie złe uczucia, nie dać się ponieść emocjom, znaleźć w sobie trochę empatii. Co prawda, ci skazani na co dzień nie sprawiają problemów, nie są sprawcami wypadków nadzwyczajnych, jednak akta mówią same za siebie. - Trzeba wierzyć w realną możliwość przemiany człowieka - uważa kpt. Wojewoda. - Wychowawca musi wkładać w pracę z takimi skazanymi siebie, czasem bezinteresownie, choć efekty nie zawsze są warte poświęcenia. Celem jest przekonanie skazanego, że warto żyć i danie mu nadziei na opuszczenie zakładu karnego. - Są skazani dożywotni chętni do współpracy i do pracy nad sobą - mówi ks. Prostak. - Jeśli wykażą inicjatywę, zawsze jestem do ich dyspozycji, spowiadam ich, czasem przez długie godziny rozmawiamy. Zalecam im wówczas modlitwę w intencji osób, które zabiły i ich rodzin. Wspomagam również funkcjonariuszy, bo to oni muszą mieć zapał do pracy ze skazanymi za najcięższe zbrodnie. Wbrew powszechnym opiniom skazani na dożywocie, często pozbawieni wiary w sens dalszego życia, nie bywają sprawcami samobójstw. Badania przeprowadzone na początku br. przez Marię Gordon wykazały, że wśród 84 osadzonych (w tym 43 skazanych i 41 tymczasowo aresztowanych), którzy targnęli się na swoje życie, nie było ani jednego skazanego na najdłuższy wymiar kary. Większość badanych skazanych (37 proc.) miała wyroki poniżej 2 lat. - Samobójstwa w więzieniach zdarzają się najczęściej w pierwszym okresie utraty wolności, czyli w początkowej fazie izolacji - twierdzi dr Gordon. Osoby ze zdefiniowaną psychopatią, które sprawiają problemy wychowawcze lub mają kłopoty adaptacyjne w zwykłych oddziałach, kierowane są do odbywania kary w systemie terapeutycznym na oddziale dla skazanych z niepsychotycznymi zaburzeniami psychicznymi lub upośledzonych umysłowo. Pozostają tam do czasu widocznej poprawy zachowania. Niektórzy skazani na dożywocie, z różnych względów, mają kategorię “N". Obecnie są to 33 osoby. Odkąd prowadzone są statystyki, czyli prawie od początku obowiązywania kodeksu karnego z 1997 r. do chwili obecnej, przez polskie więzienia "przewinęło" się 90. niebezpiecznych z dożywociem. Pytanie o sens życia W Zakładzie Karnym w Sztumie na oddziale terapeutycznym skazani przez pierwszy miesiąc poddawani są obserwacji i diagnozie, a później, na podstawie dokumentacji, sporządza się indywidualny program. Następnie obejmuje się ich oddziaływaniem terapeutycznym i psychokorekcyjnym, wskazuje cele do zrealizowania i metody oddziaływań. - Najtrudniejsza jest pomoc w zaakceptowaniu bardzo odległego końca kary, bo brak tej akceptacji powoduje ciągły bunt - twierdzi psycholog z tego oddziału. Terapeuci i wychowawcy muszą wiedzieć, jak dawać nadzieję i sens życia, bo długowyrokowcy są chwiejni emocjonalnie. - Jeśli skazany zgłosi się do mnie z takim problemem, przypominam mu wtedy jego dokonania i staram się zmotywować do podjęcia jakichś działań. Wskazuję konkretne zadanie do wykonania, np. sprzątnięcie korytarza, czy rozniesienie gazet - mówi pani psycholog. Często funkcjonariusze na siłę doszukują się pozytywnych cech osobowości i zachowań skazanych. Osadzeni w oddziałach terapeutycznych biorą udział w terapii zajęciowej, treningu umiejętności społecznych, zajęciach sportowych, uczą się radzenia sobie z napięciem. Dla osadzonych z długimi wyrokami terapeuci starają się te zajęcia rozkładać w czasie. - Trzeba też wypracować w nich nowy system wartości - uważa Maria Gordon. Zbigniew B. od kilku lat regularnie uczęszcza na terapię. Najchętniej robi przedmioty z drewna. Podczas ostatniego Przeglądu Sztuki Więziennej w Zakładzie Karnym w Sztumie jego rzeźbiony samochód zdobył wyróżnienie. - Bez zajęcia człowiek jest bezwartościowy. - mówi skazany. Po zakończeniu terapii długowyrokowcy wracają do więziennej rzeczywistości. - Jak pójdę na zwykły oddział, to co ja tam będę robił? - pyta jeden z nich. - Położę się na łóżku i będę patrzył w sufit. Ale na zwykłych oddziałach więźniowie też mają możliwość rozwijania zainteresowań. Andrzej K., skazany na 25 lat pozbawienia wolności, pierwszy raz z rzeźbą zetknął się podczas pobytu w Zakładzie Karnym w Koronowie. Jest typem samotnika, ale tam spotkał skazanego, który pokazał mu ten fach. Teraz przyjmuje zamówienia od osób prywatnych i drobnych przedsiębiorców z zewnątrz. Zrobienie szachów wraz z pudełkiem zajmuje mu średnio miesiąc. Tworzy też figury i płaskorzeźby. Co dalej? Za 11 lat pierwszy skazany na dożywocie nabędzie prawo do starać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Już teraz może ubiegać się o przepustkę. - Nie sądzę, żeby znalazł się dyrektor zakładu karnego, który by wydał taką zgodę - twierdzi kpt. Krzysztof Wojewoda. - Jaką ci skazani mieliby motywację do powrotu? Część "dożywotników", pomimo względnie krótkiego pobytu w więzieniu, nie jest już pierwszej młodości. Jak odsiedzą 25 lat, czyli do czasu ubiegania się o warunkowe zwolnienie, będą staruszkami. Zwolennicy surowego karania głoszą potrzebę wprowadzenia bezwzględnego dożywocia, czyli bez możliwości wcześniejszego ubiegania się o warunkowe przedterminowe więzienie. W żadnej jednostce nie znalazła się osoba, która by taki pomysł poparła. Powtarzano, że skazanym na dożywocie trzeba dać chociaż odrobinę nadziei. Aneta Kantor
|